Dobry croissant to 72 godziny pracy i bardzo mało snu. Zaczynamy w piątek wieczorem — wyrabiamy ciasto z masłem 82% tłuszczu i odkładamy na całą noc do lodówki. Temperatura 4°C spowalnia fermentację i pozwala glutenowi się rozluźnić, co jest kluczowe dla dalszego laminowania.
Dzień pierwszy: ciasto détrempe
Ciasto bazowe, zwane détrempe, to mąka pszenna typ 650, mleko, cukier, sól, trochę drożdży i masło. Mieszamy tylko do połączenia składników — nie zależy nam na silnym glutenie, bo ten rozwinął się podczas chłodzenia. Ciasto formujemy w prostokąt, owijamy folią i do lodówki na 12 godzin.
Dzień drugi: laminowanie — 27 warstw
Sobotni poranek zaczyna się od wałkowania. Na schłodzone ciasto kładziemy płat masła — zimnego, ale plastycznego, 82% tłuszczu z dobrego źródła. Następnie składamy i wałkujemy. I znowu. I jeszcze raz. Łącznie 27 razy, za każdym razem chłodząc ciasto przez 30 minut w lodówce.
27 składań = 729 naprzemiennych warstw ciasta i masła. Właśnie od tego croissant jest listkowy.
Temperatura jest absolutnie krytyczna. Za ciepło — masło się stopi i wchłonie w ciasto zamiast tworzyć warstwy. Za zimno — ciasto pęka zamiast się odkształcać. Pracujemy w pomieszczeniu klimatyzowanym do 18°C.
Dzień trzeci: formowanie i wyrastanie
W niedzielę rano kroimy schłodzone ciasto w trójkąty i zwijamy rogaliki. Każdy z nich ląduje na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i idzie do komory garowniczej: 26°C, 75% wilgotności, 4 godziny. Croissanty wyrastają powoli — jeśli za szybko, warstwy się sklejają.
Smarujemy roztrzepanym żółtkiem i pieczemy w 200°C przez 16 minut. Wychodzą złote, chrupiące, z wyraźnymi warstwami widocznymi w przekroju.
Dlaczego tak drogo?
3 dni pracy, masło 82%, 16 minut pieczenia — i właśnie dlatego croissant kosztuje tyle co kosztuje. W markecie kupisz „rogalik maślany" za złotówkę. Ale to nie jest to samo — tam jest margaryna, aromat maślany i ciasto wytłaczane maszynowo w kilka sekund. Spróbuj obu i sam zdecyduj.